środa, 17 maja 2017

Literatura Skandynawska

Z bibliotecznych półek znikają najczęściej i najszybciej kryminały i powieści obyczajowe. I dobrze. Bardzo się cieszymy, że czytacie. Nowości, które kupujemy rozchodzą się w mgnieniu oka. Korzystając z okazji dodam tylko, iż od początku roku wypożyczonych zostało aż 10095 książek. Satysfakcjonuje nas ta liczba. Oby tak dalej. Tytuł tego posta to literatura skandynawska, a więc będzie trochę o książkach z Północy. Zazwyczaj proponując czytelnikowi książkę skandynawskiego autora słyszę "Ojej, lepiej nie. Skandynawskie książki są takie smutne i ponure." W związku z tym postanowiłam napisać właśnie o nich,aby je wybronić i przełamać ten niekorzystny stereotyp ;) I tak, skandynawskie książki bywają smutne i ponure, ale są również niezwykle wartościowe i mądre, tak samo jak polskie, niemieckie czy francuskie. Czemu warto po nie sięgać? Bo pokazują jak wyglądało/ wygląda życie w niezwykle trudnych warunkach klimatycznych (np. " A lasy wiecznie śpiewają" Trygve Gulbranssen), bądź jak wygląda/ wyglądała kultura i obyczaje na tych terenach. Co polecam ze "skandynawskiej półki"? Trudno się zdecydować. A więc do dzieła.

1. "Moja walka t. 1" Karl Ove Knausgård

Powieść ta jest utworem autobiograficznym. Wiążą się z nią liczne kontrowersje, ponieważ autor opisał w niej nie tylko siebie, ale również osoby z najbliższego otoczenia. W sumie cykl "Moja walka" to aż 6 opasłych tomów ( w Polsce ukazało się póki co pięć, a w bibliotece mamy trzy tomy). Jest to lektura dla czytelników cierpliwych i niespiesznych. Co w niej takiego niezwykłego- zapytacie. Otóż, Knausgård opisuje tu swoje emocje towarzyszące życiu w rodzinie dysfunkcyjnej. Robi to w sposób niezwykle drobiazgowy, szczery i nie oszczędza w ocenie ani siebie ani swoich najbliższych. Czy jest to potrzebne literaturze, takie wywnętrzanie się? Czy to coś zmieni i komuś pomoże? Są to pytania, które czytając "Moją walkę" często sobie zadawałam. Myślę, że opowieść Knausgårda może być wsparciem dla osób które borykają się z problemami wynikającymi z wychowywania się w rodzinie z problemami. Czy ogołacanie się z prywatności jest potrzebne w sztuce? Tego nie wiem, ale zdaje się, że to "znak naszych czasów". Knausgård na pewno przełamał tabu, w swojej narracji nie pokazuje się z "lepszej strony", jak zwykło się to robić. Przeczytacie tu o zwykłym człowieku i wszystkich emocjach jakie przeżywa bez retuszu i dla mnie to było chyba dużym zaskoczeniem, a jednocześnie podziwiam autora za odwagę. Zawarł tu również mnóstwo własnych przemyśleń nt sztuki, filozofii więc liczcie się z tym, że możecie trafić na niejedną dłużyznę. Język powieści nie jest może kwiecisty lecz oszczędny i zwięzły, zdarzają się fragmenty nużące, ale jest też mnóstwo imponujących refleksji, prawdziwych "perełek" do których warto dotrzeć. Jeśli macie czas na powolną, miejscami porywającą, z rzadka, ale jednak nużącą lekturę, polecam "Moją walkę". Poniżej znajdziecie wywiad z autorem, w którym opowiada między innymi o przełamywaniu tabu w literaturze.


W kolejnych postach poznacie więcej propozycji ze "skandynawskiej półki". 
E.J